Moje pierwsze angielskie wesele

Opublikowane przez Alina | 10 July 2010 | 1| Napisz komentarz

Wczoraj miałam szczęście gościć na weselu Jon’a i Kelly, które jednocześnie był pierwszym angielskim weselem, w którym wzięłam udział. Był to absolutnie wspaniały i cudowny dzień.

Ślub miał miejsce w Gaynes Park Barns i od momentu kiedy przyjechaliśmy na miejsce wiedziałam że dzień będzie niesamowity. Lokalizacja była świetna – pięknie zaadaptowane stodoły pośród zielonych łąk, wraz z niesamowitymi szczegółami i dekoracjami. Pogoda również była wspaniała, chociaż może było trochę za gorąco… ale i tak był to wymarzony dzień na wesele.

Wiedziałam, że będę się wzruszać w ciągu dnia – nie tylko dlatego, że generalnie DUŻO płaczę, ale też dlatego że jak wiadomo w przyszłym roku to mnie to czeka! Jak tylko rozpoczęła się ceremonia i zobaczyłam idące druhny (swoją drogą piękne miały sukienki!), od razu miałam łzy w oczach. I kiedy Kelly (która wyglądała olśniewająco) zrobiła swoje wejście, to polał się potok łez! Mój policzek zaczął się dziwnie trząść i byłam tym trochę zawstydzona, ale potem zdałam sobie sprawę, że nie tylko ja jestem wzruszona. W całym miejscu nie było suchych oczu!

Po ceremonii (która nota bene była wzruszająca i bardzo krótka – w porównaniu z polskim kościelnym ślubem) delektowaliśmy się słońcem (i upałem!) i jedzeniem, a nowożeńcy mieli robione w tym czasie oficjalne zdjęcia. Jest to widoczna różnica pomiędzy angielskim a polskim ślubem – tutaj w Anglii jest czymś zupełnie normalnym, że para młoda ma robione najpierw zdjęcia, natomiast w Polsce uroczysty obiad (co w Anglii nazywa się ‘weselnym śniadaniem’, jako, że jest to pierwszy wspólny posiłek młodej pary) rozpoczyna się właściwie od razu.



Kiedy dotarliśmy do drugiej stodoły, gdzie miał mieć miejsce obiad, byłam zdumiona jak pięknie i elegancko wszystko wyglądało! Tematyka kolorystyczna była świetna, tak samo jak plan rozmieszczenia gości, gdzie stoły miały nazwy ulubionych restauracji Jon’a i Kelly. Ja i Steve siedzieliśmy przy stole o nazwie ‘Sharod – Barkingside’, która jest także jedną z naszych ulubionych restauracji. Mieliśmy wspaniałe towarzystwo i nieźle się uśmialiśmy podczas obiadu.

A potem podano cudowne jedzenie, które było taaaak pyszne, że nie chciałam, żeby sie skończyło (szczególnie deser!). Jest to następna widoczna różnica – podczas gdy w Polsce goście są zabawiani pomiędzy daniami, w Anglii wszystko ma charakter formalny, aż do skończenia posiłku.

Po krojeniu pięknego i pysznie wyglądającego tortu nadszedł czas na uroczyste przemowy. Najpierw głos wział ojciec panny młodej. Jego słowa były tak piekne, że od początku miałam łzy w oczach. Następnie przemowa Jon’a, która totalnie mnie rozmiękczyła i sprawiła, że miałam problemy z dojściem do siebie! I na końcu przemowa świadka, która była całkowitym przeciwieństwem – była to zdecydowanie najśmieszniejsza przemowa jaką kiedykolwiek słyszałam! Wszyscy śmialiśmy się wręcz histerycznie!



Nawet nie zauważyliśmy a nadszedł czas na ropoczęcie wieczornej części wesela i prawdziwej imprezy. Wieczorni goście zaczęli się zjeżdżać, główna sala została przerobiona i wszyscy szykowaliśmy się na pierwszy taniec. I znów było to niezwykle wzruszające przeżycie. Wzruszyło mnie to tak bardzo, że byłam wdzięczna że mam na sobie tusz wodoodporny!

Impreza była świetna, tańczyliśmy do wielu znanych piosenek i mieliśmy przy tym dużo zabawy. Około 23.00 nowi państwo Coombs zaczęli zbierać się do wyjścia aby udać się do hotelu na swoją pierwszą noc poślubną. Pożegnaliśmy się z nimi i patrzyliśmy jak odjeżdżają. Muszę przyznać, że podoba mi się ten zwyczaj – w Polsce nowożeńcy imprezują prawie aż do końca. Ale jak to mówią – ‘zrób wejście smoka (a wiadomo, że każda panna młoda takie robi), a wyjdź jak Kopciuszek’ – tak, żeby goście nie widzieli cię zbyt zmęczoną/zmęczonym.



I tyle – fantastyczny dzień dobiegł końca. Minął taaaaak szybko, ale wiadomo, że ‘szczęśliwi czasu nie liczą’! A my rzeczywiście świetnie się bawiliśmy i jak widać mamy dużo wspomnień i zdjęć. I teraz tym bardziej nie mogę się doczekać naszego wesela i jestem już niesamowicie podekscytowana!

Dziękujemy Państwu Coombs za możliwość spędzenia tego wspaniałego dnia z Wami!

1 komentarz

  1. Nasze Gratulacje! Szkoda ze juz zapomnialas, ze dwa miesiace temu bylas na Weselu u swojego brata 😉

    Comment | Anna + Wojtek | 11 July 2010 at 9:01am

Przepraszamy, komentowanie jest aktualnie niemożliwe.