Suknia slubna

Opublikowane przez Alina | 9 April 2011 | 1| Napisz komentarz

Dziś opowiem Wam co nieco o mojej sukni ślubnej…

Była to jedna z pierwszych ślubno-weselnych rzeczy, którą udało mi się (czystym, szczęśliwym przypadkiem) załatwić w czerwcu zeszłego roku. Naprawdę nie sądziłam, że znajdę suknię ślubną tak szybko – znając moje nieskończone niezbyt udane wyprawy do sklepów, byłam przekonana, że znalezienie tej odpowiedniej zajmie mi co najmniej kilka miesięcy!

Akurat wtedy w czerwcu byłam w Polsce i pomyślałam, że fajnie by było odwiedzić kilka salonów mody ślubnej, żeby zorientować się co jest dostępne. Miałam zdjęcia kilku modeli, które mi się podobały na telefonie – tak na wszelki wypadek. Wzięłam moich rodziców w pewne bardzo deszczowe i zimne poniedziałkowe przedpołudnie i poszliśmy do jednego z dość znanych sklepów. Na miejscu pokazałam sprzedawczyni moje zdjęcia, a ona przyniosła te same suknie lub podobne do mojej przymierzalni. I rozpoczęło się przymierzanie…

Najpierw przymierzyłam suknię, która bardzo mi się podobała na zdjęciu – i wyglądałam w niej okropnie! Styl nie pasował, kolor sprawiał, że wyglądałam jak trup i mogłam przysiąc, że rodzice nie byli pod wrażeniem. Na pewno nie był to najlepszy start! Następnie przymierzyłam drugą suknię – była trochę lepsza od pierwszej, ale na pewno nie rzuciła mnie na kolana. I wtedy sprzedawczyni wręczyła mi trzecią suknię i powiedziała “Wiem, że pewnie Pani nie wzięła pod uwagę akurat tej, bo nie było jej na Pani zdjęciach, ale proszę mi wierzyć, myślę, że ten krój będzie na Pani świetnie leżał i będzie Pani wyglądać w niej pięknie”.

No więc ją zmierzyłam. I co się okazało?

To była TA JEDYNA suknia ślubna!

Jak tylko pokazałam się w niej moim rodzicom, widziałam, że im się spodobała – mój tata zaniemówił! Spojrzałam na siebie w lustrze i bardzo mi sie spodobała, chociaż w tamtym czasie miałam jeszcze ‘po-ospowe’ kropki i plamki i nie umiałam sobie wyobrazić siebie bez nich. Ale wszyscy dookoła (moi rodzice, panie sprzedawczynie) powtarzali, że wyglądam pieknie. I uwierzyłam im… :-) Mimo, że czułam się w niej pięknie i podobał mi się materiał, krój i kolor, nie chciałam jej kupować od razu – naprawdę byłam przekonana, że nie można znaleźć swojej sukni ślubnej pierwszego dnia, w pierwszym sklepie! Postanowiłam więc jeszcze trochę się rozejrzeć (tego samego dnia).

Wzięłam jeszcze mamę do dwóch sklepów (na tym etapie tata już nam nie towarzyszył, bo był przekonany, że już swoją suknię znalazłam i nie chciał widzieć mnie w innych). Przymierzyłam różne modele, ale żaden mnie nie zachwycił. I ciągle myślałam o ‘mojej’ sukni! To właśnie wtedy podjęłam nieoficjalną decyzję, żeby ją kupić.

Znając mnie, wciąż nie chciałam podjąć ostatecznej decyzji w tym dniu! Trzy dni później pojechałyśmy z mamą do Krakowa, żeby spotkać się z naszym fotografem i po spotkaniu odwiedziłyśmy inny sklep tej samej firmy – tak tylko, żeby zobaczyć czy jest w nim coś innego niż w sklepie w Katowicach.

Przymierzyłam ze 2-3 suknie, a następnie poprosiłam sprzedawczynię o ‘moją’ suknię. I jak tylko ją założyłam… to było to – w końcu się przekonałam! Poczułam się jakbym założyła jakąś magiczną suknię, która sprawiła, że od razu poczułam się szczęśliwa, podekscytowana i pewna siebie. I to wystarczyło, bym ją w końcu kupiła!

Od tamtego czasu kiedy tylko widzę zdjęcie mojej (już!) sukni w internecie, mam takie fajne uczucie w środku… i już tak bardzo nie mogę się doczekać kiedy ją w końcu za niedługo założę! :-)

 

1 komentarz

  1. Jednym z uroków bycia ‘dojrzałą’ mamą jest uczestniczenie w ważnych momentach życia swojej dorosłej córki. Miło być pytaną o radę… Uczestniczyć w wyborze ślubnej sukni to było dla nas – rodziców jedno z bardziej wzniosłych uczuć z mieszanką dumy (że mamy tak śliczną Córkę), radości i satysfakcji, bo nasze opinie – co do wyboru – były zgodne 😉 :)

    Comment | Lucy i Andrzej | 9 April 2011 at 7:57pm

Przepraszamy, komentowanie jest aktualnie niemożliwe.